Jestem Schizo! A to, mój świat schiz.

to co się wydarzyło, zostanie ze mną na zawsze

Wstęp i przywitanie

17 sierpnia 2018 schizo 0 Comments

Cześć. Jestem Schizo! Diagnoza? Kilka: schizofrenia paranoidalna, padaczka, encefalopatia, psychoza prosta i złożona. Próbowałem stworzyć już kilka blogów, jednakże żaden tak naprawdę nie był dla mnie ideałem. A co za tym idzie, nie był również ideałem dla moich czytelników, których wielu również nie było. Tym razem postanowiłem jednak, że będzie inaczej. Zupełnie inaczej. Postanowiłem bowiem stworzyć coś, co noszę od dawna w swym schorowanym sercu. Chodzi mi o to, że miałem ochotę stworzyć książkę o życiu w cierpieniu, gdzie każda, nawet najmniejsza chwila odwagi i męstwa, przyjaźni serca i umysłu będzie utrapieniem dla życia na pograniczu kiczu i cierpienia wciąż rozpatrywanego na nowo. Dzień w dzień, sekunda po sekundzie.

Nawet najmniejsza cząstka mnie nie ocaliła się przed cierpieniem tak wielkim, że świat obdarować to mało. Nie chcę mówić, że cierpienie swe chcę przekazać światu. Chcę po prostu dojść do sytuacji, kiedy sam przed sobą będę mógł śmiało i otwarcie stwierdzić, że zrobiłem wszystko co mogłem, aby dusza ma w błogości wiecznej była. Na wieki. Na zawsze.

Jeśli w tej chwili słowo błogość skojrzyłeś z jakąkolwiek formą dopalaczy czy narkotyków, zamilcz natychmiast i przestań to czytać. Bo narkotyki niszczą życie, ludzi, ciała i umysły. Wiem, wiem: poyebany jestem. Tak pewnie część z Was pomyśli, ale szczerze powiem to co wiem. Narkotyki niszczą życie, alkohol rozbija rodziny a dopalacze wypalają. Przeżyłem swoje i zawsze pięć czy dziesięć razy zastanowić się muszę, czy TAK czy NIE. TAK dla alkoholu, narkotyków i haszkoszyków? Stanowcze i zdecydowane NIE. Jestem Schizo! I swoje wiem.

Jak chcesz, może być Pan schizo. I swoje wiem. Tego, jak bardzo poyebany jestem uświadamiać też mi nie musisz. W zasadzie to już się chyba nagadałem jak na dzisiaj. Coś tam napisałem, coś wyskrobałem, swoim chorym myślom na zewnątrz wydostać się pzowoliłem i to tyle na teraz. Wiem, wiem. Dla niektórych to mało. Ale ja jestem Schizo! Tak, wiem, ty to już wiesz. A jeśli nie wiesz, to… jestem…. sam wiesz jak jest.

Dobra. A więć przejdźmy do konkretów. Po tym lamencie, bełkocie wręcz, czas na faktów kilka autentycznych. Po pierwsze, to jeśli komukolwiek, jakkolwiek, w czymkolwiek zdanie moje pomoże, to już teraz jestem wdzięczny. Bo nie piszę tego w sumie tylko i wyłącznie dla siebie. Chciałbym może komuś pomóc, dać promyk nadzieji jeśli światło nocy całkiem w sercu zagasło. Powiedzieć: “będzie dobrze” w ten sposób, aby dobrze rzeczywiście się stało. Poprzez wiarę niesioną w słonću. No może nie takim Afrykańskim, ale Polskim, zwyczajnym słoneczkiem.

Po drugie. Jeśli coś Ci się nie podoba, oczywiście szanuję i jest OKEJ. Jeśli nie jest, możesz mi to oczywiście prosto w twarz powiedzieć, albo w komentarzu. Jak wolisz. Proszę Ciebie tylko o uszanowanie innych. Może i masz 16 lat ale ja jak tyle miałem, to kra… zresztą, o tym przy okazji opowiem, a mam nadzieję, że okazji tych wiele jeszcze będzie.

Po trzecie. Jestem chory psychicznie i lubię aby otoczenie zwracało na mnie uwagę, żeby mnie podziwiało, zadziwiało się tym co tworzę… Swoją drogą, w specyfikacji jednej z chorób psychicznych jest napisane, że choroba ta cechuje się tym, iż osoba na nią cierpiąca chce być w punkcie zainteresowania. Miałem w tym miejscu napisać: “dlaczego” ale w międzyczasie sam sobie odpowiedziałem. Wynika to z tego, że osoba ta w punkcie uwagi chce być ZA WSZELKĄ CENĘ. Ja nie chcę. Więc to u mnie raczej nie objaw choroby. Ale jakby tak psychiatra pododawał te połówki do siebie, mogłaby dla niego wyjść całość. I chyba taki matematyk psychiatra mi się trafił, bo z tego coś ujął, do czegoś coś dodał i wyszła mu moja choroba: schizofrenia paranoidalna. No i mózg mam też uszkodzony. Więc w sumie chory jestem, chociaż często niegdyś twierdziłem, że nie ma takiej opcji, iż cierpiałbym na chorobę psychiczną. Słowo cierpiał jest tutaj kluczem: bowiem cierpię ja a w ślad za mną to co we mnie najważniejsze: umysł, serce, dusza i nieco mniej ciało. No i miał być punkt trzeci a wyszło trele-morele. To może ja go podsumuję, ponieważ szczerze raczej z nikim rozmawiać w pełni nie mogę. Nawet psychiatrze wszystkiego nie powiem, chociaż ufam mu w 95%. Punkt trzeci to postrzeganie tego bloga przez czytelnika. To jest mój blog, więc uszanuj trzy zasady: nie krytykuj, nie potępiaj i nie oceniach. Po prostu posłuchaj, przeczytaj, zobacz. I tak zrobisz co chcieć będziesz, ale komentarzy jeśli się pojawią, nie opublikuję ze słowem kurwa w każdym zdaniu. Dotyczy to również słów: huj, pedał, cwel, konfident, frajer, pederasta. Tych słów tutaj nie nadużywamy.

Po czwarte. Teksty tutaj będą się pojawiać regularnie. Mniej więcej z taką regularnością jak sraczka w klozecie. Słowa sraczka również tutaj nie nadużywamy. Jeśli coś się w tej materii zmieni, zobaczysz to na blogu.

Po piąte: nie jestem ksenofobem ani ANTY. No chyba że antysemitą, ale nim też nie jestem.

Po szóste. Lubię ludzi.

Po siódme. Lubie siebie.

Po ósme. Jeśli jesteś psychiatrą, to dzień dobry. Jestem zaburzony.

Po 9-te. Swoje przeżyłem i chcę o tym opowiedzieć. Postaram się, aby wszystko było jasne i proste w zrozumieniu i odbiorze. Ale za siebie nie ręcze. Nie jestem Brzechwą, ani Tuwimem, żeby pisać tak, aby nawet dziecko zrozumiało sens mojej wypowiedzi. Jestem Schizo!

10. “brak”

I tyle jak na pierwszy post na moim blogu starczy. Punktów jest dziesięć, jak przykazań w dekalogu. I to nie jest przypadek. Życzyłbym sobie bowiem, żebyś tak samo moich reguł TUTAJ na blogu przestrzegał, tak jak katolicy przestrzegają swoich 10 przykazań. Cóż. Jeśli coś spieprzysz, trudno. Nic się nie stało. Ale mam nadzieję, że zasady te są na tyle proste i zrozumiałe, że nikt nie będzie miał z nimi żadnego problemu. Okej?

Next Post

Dodaj komentarz

Your email address will not be published / Required fields are marked *